Chińsko-japoński spór dyplomatyczny nie gaśnie
17 kwietnia 2005
Nie ustają napięcia na linii Pekin-Tokio. Po 3 tygodniach demonstracji antyjapońskich w najważniejszych miastach ChRL kraj wschodzącego słońca zażądała od Chin przeprosin. chiński minister spraw zagranicznych, Li Zhaoxing, twierdzi jednak, iż nie ma za co przepraszać
Źródła konfliktu między oboma mocarstwami sięgają lat 30. XX wieku i ich konsekwencji na rzecz dnia dzisiejszego. Wśród Japończyków coraz większą popularnością cieszy się militarystyczny resentyment, czego dowodem wg Pekinu ma znajdować się najświeższy japoński sposób postępowania historii, wybielający działania Japonii w czasie II Wojny Światowej, mówiący o nich jako o "wybawicielach Azjatów" i przemilczający m.in. kompromitującą skraj Kwitnącej Wiśni masakrę nankińską w 1937 i 1938 roku, gdzie wg wyliczeń japońscy żołnierze mieli ukatrupić od 50.000 do nawet 300.000 Chińczyków. przeciwnie zaś w Chinach, gdzie kapitalistycznej gospodarce towarzyszy socjalistyczna zasada jedynej słusznej linii, obudzenie nacjonalizmu przypuszczalnie znajdować się na rzecz władz okazją do odwrócenia społeczeństwa od ich problemów - nie bacząc na iż władze nawoływały do spokoju, nie przeszkadzały demonstrantom w wybijaniu szyb w konsulatach azali obrzucaniu ich jajkami, w jaki sposób to miało teren zabudowany w czasie ostatnich dni, np. we wczorajszej, 5-tysięcznej demonstracji w Szanghaju.
Innym problemem jest spór dotyczący eksploatacji złóż gazu ziemnego na Morzu Wschodniochińskim. Po latach ociągania się kraj wschodzącego słońca postanowiła rozpocząć wyciągnięcie gazu, co spowodowało natychmiastową reakcję Chin, uważających te działania za zamach na ich narodowe wody terytorialne. równocześnie stosunku zaognia także debata nt. reformy ONZ. kraj wschodzącego słońca matula się o stan prawny stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, Pekin jest temu zdecydowanie nieprzyjazny